Inne

Spragnione miasto Teksas zmuszone do picia ścieków podczas suszy

Spragnione miasto Teksas zmuszone do picia ścieków podczas suszy


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Wichita Falls w Teksasie przechodzi drastyczne środki w celu złagodzenia skutków ekstremalnej suszy, z którą boryka się ten region. Urzędnicy potwierdzili, że mieszają oczyszczone ścieki z regularną wodą wodociągową miasta, ponieważ poziom wody w okolicy spadł o 25 procent tylko w tym roku. W rzeczywistości miasto liczące nieco ponad 105 000 mieszkańców doświadcza obecnie wyjątkowej suszy na poziomie D4, zgodnie z Monitor suszy w Stanach Zjednoczonych, najgorszy w kraju, wraz z częściami Kalifornii.

Mieszkańcy są zdecydowanie zaniepokojeni piciem lub utylizacją ścieków, ale urzędnicy rzekomo podnieśli ręce, bo nie ma innego wyjścia. według Scientific American.

„Uznajemy, że ponowne wykorzystanie jest realną opcją dla stanu Teksas jako nowego źródła, jednak wymaga ono innowacyjnego, zaprojektowanego, dostosowanego do danego miejsca uzdatniania, opartego na używanej wodzie źródłowej” – powiedział Andrea Morrow, urzędnik ds. jakości wody w Komisji Teksasu na jakość środowiska Program jest realizowany tylko przez sześć miesięcy, podczas gdy mieszkańcy nadal używają wody z wanien do spłukiwania toalet.

Mieszkańcy Wichita Falls mogą być (pozornie) bezpieczni, ale gdzie na świecie woda jest naprawdę niebezpieczna? Kasy 8 miejsc, w których codziennie można zakręcić kran

Okręg wodny Orange County Water District rozpoczął również recykling ścieków do codziennego użytku na początku tego roku i filtruje wodę przez różne systemy mikrofiltracji, zasadniczo eliminując bakterie, oleje i ciała stałe. Woda z recyklingu Orange County przeszła wszystkie testy higieniczne, a woda z Wichita Falls przechodzi podobne testy.

A co z czynnikiem brutto?

„Jeden z najlepszych sposobów na ominięcie to wskazówki percepcyjne — jeśli widzisz lśniącą, świeżą, czystą wodę i jej posmakujesz, pomaga to przezwyciężyć tę koncepcję… myślenie typu zakaźnego zmniejsza się wraz ze znajomością” – dr Carol Nemeroff Uniwersytetu South Maine powiedział CNN. „Jeśli jesteś zdesperowany, pominiesz wszystko, aby przetrwać”.

Aby zapoznać się z najnowszymi wydarzeniami w świecie żywności i napojów, odwiedź naszą Wiadomości kulinarne strona.

Joanna Fantozzi jest zastępcą redaktora w The Daily Meal. Śledź ją na Twitterze@JoannaKrych


Przekształcanie ścieków w wodę pitną zyskuje na popularności, gdy susza się utrzymuje

Autor: Monte Morin, Los Angeles Times Eksperci twierdzą, że jest to technologia, która może złagodzić ogromne pragnienie Kalifornii i odizolować miliony od spieczonych kaprysów Matki Natury.

Ale jest tylko jeden problem – „czynnik obrzydliwości”.

Ponieważ czwarty rok suszy nadal drenuje warstwy wodonośne i zbiorniki, kalifornijskie podmioty zarządzające zasobami wodnymi i ekolodzy wzywają do przyjęcia polaryzacyjnej polityki recyklingu wody, znanej jako bezpośrednie ponowne wykorzystanie wody pitnej.

W przeciwieństwie do ponownego wykorzystania niezdatnego do picia — w którym oczyszczone ścieki są wykorzystywane do nawadniania upraw, parków lub pól golfowych — bezpośrednie ponowne wykorzystanie wody pitnej polega na oczyszczaniu oczyszczonych ścieków, aby można je było wykorzystać jako wodę pitną.

Jest to koncepcja, która może wywołać u niektórych konsumentów grymas, ale jest stosowana od dziesięcioleci w Windhoek w Namibii – gdzie tempo parowania przekracza roczne opady – a ostatnio w dotkniętych suszą miastach Teksasu, w tym Big Spring i Wichita Falls.

Jednak w Kalifornii podobne plany spotkały się z silnym sprzeciwem.

Przeciwnicy z Los Angeles ukuli szyderczą frazę „toaleta do kranu” w 2000 roku, zanim storpedowali plan filtrowania oczyszczonej wody ściekowej do podziemnego zbiornika – technika nazywana pośrednim ponownym wykorzystaniem wody pitnej.

W 1994 roku karykaturzysta z San Diego sformułował debatę na temat podobnej propozycji, rysując psa pijącego z muszli klozetowej, podczas gdy mężczyzna nakazał psu „Przesuń się…”.

Pomimo tych porażek zwolennicy twierdzą, że w końcu nadszedł czas, aby Kalifornijczycy zaakceptowali bezpośrednie ponowne użycie wody pitnej jako częściowe rozwiązanie ich rosnącej niepewności związanej z wodą. Mówią, że gdy gubernator Jerry Brown zamówił bezprecedensowe 25% zmniejszenie zużycia wody w miastach z powodu suszy, rozwiązanie to ma szczególne znaczenie dla dużych nadmorskich miast, takich jak Los Angeles.

Zamiast co roku spuszczać do Pacyfiku setki miliardów galonów oczyszczonych ścieków, jak to się dzieje obecnie, miasta przybrzeżne mogą przechwytywać te ścieki, oczyszczać je i przekształcać w wodę pitną.

„Ta woda jest odprowadzana do oceanu i tracona na zawsze”, powiedział Tim Quinn, dyrektor wykonawczy Assn. Kalifornijskich Agencji Wodnych. „Ale jest to prawdopodobnie największe źródło zaopatrzenia w wodę dla Kalifornii w ciągu następnego ćwierćwiecza”.

Przeczucie zwolenników, że dotkliwa susza zmieniła od dawna utrzymywane nastawienie do ponownego użycia żywności, może być słuszne.

Niedawno lider, który ponad dziesięć lat temu próbował powstrzymać projekt w Los Angeles, powiedział, że nadal się temu sprzeciwia, ale może rozważyć nowy plan, jeśli urzędnicy przedstawią solidne argumenty za nim. Powiedział, że jednym z powodów, dla których sprzeciwił się pierwotnemu planowi, było to, że „niekompetentni” urzędnicy nie wyjaśnili mieszkańcom swoich powodów.

„Wiesz, toaleta do kranu może być jedyną odpowiedzią w tym momencie” – powiedział aktywista Van Nuys Donald Schultz. „Nie popieram tego, ale kończą nam się opcje. W rzeczywistości mogło nam już zabraknąć opcji”.

Oczywiście minie lata, a nawet dekada, zanim systemy bezpośredniego ponownego wykorzystania wody zaczną działać w Kalifornii — jeśli w ogóle.

Jednym z powodów jest to, że nie istnieją ramy regulacyjne dotyczące zatwierdzania takiego systemu. Obecnie panel ekspertów przygotowuje raport do ustawodawcy na temat możliwości stworzenia takich zasad. Raport ten ma się ukazać w 2016 roku.

Zwolennicy ponownego wykorzystania żywności twierdzą, że niechęć opinii publicznej do tej koncepcji opiera się na ignorancji. Zauważają, że ponad 200 oczyszczalni ścieków już odprowadza ścieki do rzeki Kolorado, która jest głównym źródłem wody pitnej dla południowej Kalifornii.

„To właśnie nazywam de facto ponownym wykorzystaniem wody pitnej” – powiedział George Tchobanoglous, ekspert ds. uzdatniania wody i emerytowany profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis.

W analizie ekonomicznej z zeszłego roku Tchobanoglous oszacował, że do 2020 r. ponowne wykorzystanie wody pitnej może przynieść do 1,1 miliona akrów-stóp wody rocznie — nieco mniej niż 1,3 miliona akrów-stóp wody, które gubernator ma nadzieję zaoszczędzić poprzez obowiązkowe redukcje zaopatrywać 8 milionów Kalifornijczyków, czyli jedną piątą przewidywanej populacji stanu.

W systemach ponownego wykorzystania wody ścieki z oczyszczalni ścieków są przesyłane do zaawansowanej oczyszczalni, gdzie poddawane są trzyetapowemu procesowi oczyszczania.

Najpierw woda przechodzi przez mikrofiltr, który blokuje cząsteczki, pierwotniaki lub bakterie o grubości większej niż 1/300 grubości ludzkiego włosa. Następnie poddawana jest jeszcze dokładniejszej filtracji w postaci odwróconej osmozy, w której woda przetłaczana jest przez membranę blokującą nawozy, farmaceutyki, wirusy i sole. W trzecim etapie światło ultrafioletowe i nadtlenek wodoru są wykorzystywane do rozbicia wszelkich patogenów lub związków organicznych, które uciekły w pierwszych dwóch etapach.

Rezultatem jest oczyszczona substancja, która jest czystsza niż większość wód butelkowanych, według WateReuse California, grupy, która opowiada się za ponownym wykorzystaniem wody i odsalaniem. Jednak nadal jest wysyłana do tradycyjnej stacji uzdatniania wody, gdzie jest mieszana z innymi źródłami wody, przetwarzana i pompowana do domowych kranów.

W systemie pośredniego ponownego wykorzystania wody pitnej woda jest umieszczana w „buforze środowiskowym”, takim jak podziemny poziom wodonośny lub zbiornik wód powierzchniowych, gdzie jest przechowywana przez pewien czas, zanim zostanie przetworzona w tradycyjnej stacji uzdatniania wody. To właśnie tego typu system został pokonany w Los Angeles.

Chociaż zwolennicy ponownego użycia wody pitnej twierdzą, że sprzeciw jest często napędzany przez instynktowną reakcję na proces, tak zwany czynnik obrzydzenia, ci, którzy sprzeciwiali się projektowi w Los Angeles, powiedzieli niedawno, że zrobili to z różnych powodów, w tym z powodu kosztów i potencjalnego długoterminowe skutki śladowych ilości związków leczniczych, hormonów i środków higieny osobistej znajdujących się w ściekach i wodach powierzchniowych.

„Osobiście nie piłbym wody, która została poddana recyklingowi w toalecie do procesu kranu” – powiedział Steven Oppenheimer, profesor biologii w Cal State Northridge. Jednak Oppenheimer powiedział, że użyje takiej wody do nawadniania, a nawet sprzątania domu i kąpieli.

Obecność tak zwanych zanieczyszczeń wzbudzających niepokój może okazać się jedną z głównych barier w bezpośrednim ponownym wykorzystaniu wody pitnej. Z powodu ograniczonej wiedzy naukowej związki te są nieuregulowane, co oznacza, że ​​nie istnieją zalecane przez rząd metody ich monitorowania lub usuwania.

Tchobanoglous i inni twierdzą, że te substancje występują w tak małych ilościach, że nie stanowią większego problemu.

Dla niektórych kwestia zanieczyszczeń przemawia za stosowaniem pośrednich systemów ponownego wykorzystania wody pitnej.

Taki system działa od 2008 roku w Orange County, gdzie oczyszczona woda jest pompowana do warstwy wodonośnej i przetrzymywana przez sześć miesięcy, zanim zostanie wykorzystana jako woda pitna. Ponadto, po pierwszej nieudanej próbie ustanowienia pośredniego systemu ponownego wykorzystania wody pitnej, San Diego zatwierdziło drugi projekt demonstracyjny wiele lat później. Niedawno uzyskał zgodę na przechowywanie uzdatnionej wody w otwartym zbiorniku w ramach programu pilotażowego.

Allison Chan, inżynier ds. środowiska, która badała, dlaczego niektóre projekty ponownego wykorzystania wody pitnej zakończyły się sukcesem, a inne poniosły porażkę, powiedziała, że ​​aktywna publiczna kampania informacyjna, a także kluczowe zapotrzebowanie na wodę, były kluczowymi czynnikami w projektach, które uzyskały aprobatę.

Chan powiedział, że chociaż edukacja i popularyzacja generalnie zwiększyły wsparcie dla programów ponownego użycia wody pitnej, miało to również wpływ na utrwalenie percepcji. Innymi słowy, zwolennicy stali się jeszcze bardziej wspierający, podczas gdy przeciwnicy stali się jeszcze bardziej przeciwni.

Powiedział Chan: „To tylko pokazuje, jak czynnik brzydki może pozostać z niektórymi ludźmi”.

© 2015 Los Angeles Times. Dystrybuowane przez Tribune Content Agency, LLC.


Zachodni Teksas stoi w obliczu straszliwej suszy, która sprawia, że ​​lokalni urzędnicy starają się znaleźć dodatkowe źródła wody dla spragnionych mieszkańców od października zeszłego roku. Zachodni Teksas widział tylko około jednej dziesiątej cala deszczu, a teraz dwa z trzech zbiorników, w których miasta basen permski jest prawie pusty trzeci zbiornik jest o 30 procent poniżej pojemności bez znacznych opadów deszczu wkrótce wszystkie trzy zbiorniki będą suche do stycznia 2013 r. mieszkańcy zostali ograniczeni do tylko trzech dni nawadniania na zewnątrz region ma ograniczone możliwości w zakresie dodatkowych źródeł woda i plany będą drogie w realizacji

Zachodni Teksas stoi w obliczu straszliwej suszy, która sprawia, że ​​lokalni urzędnicy starają się znaleźć dodatkowe źródła wody dla spragnionych mieszkańców.

Od października ubiegłego roku w zachodnim Teksasie padało tylko około jednej dziesiątej cala deszczu, a teraz dwa z trzech zbiorników, od których zależą miasta w basenie permskim, są prawie puste. Trzeci zbiornik jest o 30 procent poniżej pojemności.

Po raz pierwszy mieszkańcom Midland w Teksasie powiedziano, że nie mogą podlewać trawników, a szkoły zostały poinstruowane, aby mniej podlewać swoje boiska piłkarskie – to trudne zadanie dla społeczności, w której piłka nożna jest czymś więcej niż tylko grą.

Ponadto długa susza sprawiła, że ​​roślinność w Teksasie jest sucha i krucha, co powoduje masowe pożary w całym stanie.

John Grant, dyrektor generalny Miejskiego Okręgu Wodnego rzeki Kolorado, który dostarcza wodę do Midland, Odessy i innych pobliskich miast, mówi, że bez znaczących opadów deszczu wszystkie trzy zbiorniki będą suche do stycznia 2013 roku.

Ostatnie ograniczenia dotyczące wody są anomalią dla większości 110 000 mieszkańców Midland, którzy mieszkają w półpustynnej części Stanów Zjednoczonych, która jest tak zakurzona, że ​​ludzie często muszą spłukiwać chodniki wodą.

Stuart Purvis, menedżer ds. mediów w Midland, powiedział: „Ludzie w Midland chcą pewnej jakości życia. Nie chcą mieszkać w Midland, pracować na polach naftowych i nie mieć zieleni”.

Aby zmniejszyć zużycie wody o 10 procent, lokalni urzędnicy ograniczyli korzystanie z podlewania na zewnątrz do trzech dni w tygodniu.

Odessa nakazała również mieszkańcom ograniczenie zużycia wody i nałożyła grzywny na tych, którzy nie stosują się do tego. Midland nie nałożył kar, ponieważ, jak wyjaśnia burmistrz Wes Perry, Midlanders nie reaguje dobrze na rozkazy.

Perry powiedział: „Nie reagujemy zbyt dobrze na:„ OK, rząd mówi, że musisz to zrobić i na Boga, ty to zrobisz, albo będziemy cię wiązać”.

Według Perry'ego miasto osiągnęło cel zmniejszenia zużycia o 10 procent, ale Grant, miejski zarządca wody, powiedział, że zużycie wody w marcu było najwyższe w tym miesiącu od pięciu lat.

Region ma ograniczone możliwości w zakresie dodatkowych źródeł wody, a realizacja planów będzie kosztowna.

Zaopatrzenie w wody gruntowe w regionie zawiera duże ilości fluorków, arsenu i chlorków, a podłączenie do podziemnych zasobów wymagałoby zbudowania zakładu odsalania, który mógłby kosztować dziesiątki milionów dolarów.

Obecnie większość mieszkańców unika picia wody z kranu, ponieważ woda, którą obecnie czerpie z jeziora, zawiera duże ilości chlorków, które są nieszkodliwe, ale mają dziwny smak.

Miasta, które chcą wykorzystać więcej zasobów wód gruntowych, będą również musiały stawić czoła konkurencji ze strony firm naftowych i gazowych, które wykorzystują ogromne ilości wody do techniki wiercenia gazu ziemnego znanej jako szczelinowanie hydrauliczne. Ponadto na niektórych obszarach stare szyby naftowe zanieczyszczają zasoby wód gruntowych.

Inną opcją dla Midland jest budowa T-Bar Ranch, pola wód gruntowych, które jest własnością miasta, ale kosztowałoby to szacunkowo 140 milionów dolarów i zajęłoby co najmniej pięć lat.

Inne źródła wody obejmują planowaną oczyszczalnię ścieków w Big Spring – która wysłała tylko niewielką ilość trzykrotnie oczyszczonych ścieków z powrotem do Midlands – oraz osobiste źródło wody biznesmena z jego rancza położonego dziewięćdziesiąt mil dalej w Fort Stockton.

Plan Fort Stockton już stoi w obliczu niepewnej przyszłości, ponieważ spragnieni mieszkańcy chcą zatrzymać wodę, a nie ją odesłać.

Zapytany, dlaczego Midland ma tak mało opcji i nie jest lepiej przygotowany na zbliżający się niedobór wody, burmistrz Perry odpowiedział: „Nikt nie spodziewał się, że będziemy w takiej suszy”.


PRZEMYŚLENIE WODY

Oprócz podsycania konfliktów, coraz większy niedobór wody zaczyna również wywoływać powszechną ponowną ocenę tego, jak woda jest pozyskiwana, zarządzana, udostępniana i wykorzystywana na całym świecie.

Na amerykańskim Zachodzie wyzwania prawne – w tym ze strony plemion rdzennych Amerykanów – mogą przekształcić stare systemy praw do wody, które dają rolnikom lub miastom z prawami „seniorów” tyle wody, ile chcą, pozostawiając innych i naturalne ekosystemy coraz bardziej suche.

Zachód potrzebuje zasad „odzwierciedlających współczesne potrzeby i pragnienia, a nie zasad, które mieliśmy od 150 lat i których musieliśmy się trzymać”, powiedział Bob Anderson, dyrektor Centrum Prawa Native American na Uniwersytecie Waszyngtońskim.

Spragnione miasta od Singapuru po Los Angeles, obawiając się, że ich zapasy wody mogą się wyczerpać, próbują innowacyjnych pomysłów na zmniejszenie zapotrzebowania na wodę i znalezienie nowych źródeł cennego płynu.

Na przykład Singapur zbudował mur w nadmorskiej zatoce, stopniowo zmieniając to, co kiedyś było słoną wodą, w ogromny nowy zbiornik słodkiej wody dla miasta-państwa, które dziś w dużej mierze zależy od sąsiedniej Malezji.

„Niezwykle ważne jest bycie niezależnym od wody” – powiedział Adam Reutens-Tan, mieszkaniec Singapuru, którego rodzina zmniejszyła zużycie wody, od podawania jednogarnkowych posiłków, aby zaoszczędzić na zmywaniu naczyń, po pięciominutowe prysznice.

Los Angeles, które zbudowało swój wzrost na wodzie zasysanej z odległych rzek Owens i Kolorado, chce przechwycić wodę deszczową i więcej deszczu, aby naładować własne warstwy wodonośne, ponieważ zmiany klimatyczne i konkurencja zagrażają jego starym dostawom.

Zwiększa również ochronę – w tym płacąc mieszkańcom 3 dolary za stopę kwadratową, aby zmniejszyć lub pozbyć się wymagających wody zielonych trawników.

„Kiedy patrzyliśmy w przyszłość i gdzie mieliśmy niezawodnie i w sposób zrównoważony pozyskiwać wodę, naprawdę patrzyliśmy w głąb siebie” – powiedział Rich Harasick, starszy zastępca dyrektora generalnego miejskiego Departamentu Wody i Energii.


Ewolucja przemysłowa

Najbardziej widocznymi ofiarami suszy są rolnicy i hodowcy. Ale jeśli nasze niesamowicie spragnione elektrownie, fabryki i gminy nie wymyślą, jak poradzić sobie z gorętszym i suchszym klimatem, Texas Miracle może zniknąć w chmurze pyłu.

W listopadzie ubiegłego roku John Nielsen-Gammon, stanowy klimatolog Teksasu, pojechał do Amarillo, aby porozmawiać ze zgromadzeniem farmerów i ranczerów. Dzień był wyjątkowo ciepły, z temperaturami sięgającymi połowy lat sześćdziesiątych i zazwyczaj suchy. W tym czasie Amarillo otrzymywało zaledwie jedną czwartą normalnych rocznych opadów. Przemawiając z podniesionej sceny w Grand Plaza Room w centrum miasta Amarillo, Nielsen-Gammon zakończył swoją prezentację, jak to zwykle robił, mówiąc około setce osób na widowni, że chociaż przewidywanie przyszłych opadów będzie trudne, ma niewiele wątpię, czy temperatury w stanie powoli rosły w dłuższej perspektywie. Kiedy skończył, słuchacz podniósł rękę.

– Nie wierzysz w te wszystkie bzdury związane z globalnym ociepleniem Ala Gore'a, prawda? – zapytał mężczyzna, który wyglądał na około pięćdziesiątki.

Nielsen-Gammon, rodowity Kalifornijczyk z trzema stopniami na MIT i gotowym do śmiechu, uśmiechnął się na to pytanie i z łatwością je odpowiedział. Przyznał, że fragmenty nagrodzonego Oscarem filmu dokumentalnego Ala Gore'a Niewygodna prawda były przesadzone lub nadmiernie uproszczone. To była prawdopodobnie odpowiedź, której szukał mężczyzna. Ale Nielsen-Gammon jeszcze nie skończył. Dodał wersję swojej standardowej linii: „Ziemia się ociepla, ludzkość ma z tym wiele wspólnego, a my będziemy musieli zmierzyć się z konsekwencjami”.

Dostarczenie Teksańczykom twardej prawdy to jedna z ról stanowego klimatologa, słabo finansowana i do niedawna mało dostrzegana pozycja, która powstała w 1973 roku po tym, jak rząd federalny rozwiązał swój krajowy program klimatyczny. Pewnego kwietniowego popołudnia, kiedy Nielsen-Gammon siedział w swoim narożnym gabinecie na czternastym piętrze w Texas A&M – gdzie jest również profesorem nauk atmosferycznych – jego okna oferowały widok martwych, dotkniętych suszą drzew na tle krajobrazu, który dzięki wiosenne deszcze było zielone i kwitnące. Wewnątrz, kilkoma kliknięciami myszy, przywołał kolorowe zawijasy i linie, aby zilustrować wszystko, od prognoz pogody na przyszły tydzień po globalne wzorce wiatru.

To, co pokazują dane, jest niepokojące. Nieznośne temperatury, które doświadczył Teksas zeszłego lata, mogą stać się normą. Nielsen-Gammon uważa, że ​​emisje gazów cieplarnianych spowodują wzrost temperatur w stanie „irytująco duży” – gdzieś o około trzy stopnie do połowy wieku. (Dodanie trudnych do przewidzenia wydarzeń, takich jak erupcje wulkanów, zmiany aktywności słonecznej, a El Niño lub La Niña może popchnąć poziom rtęci w górę lub w dół o kilka stopni). - powiedział Nielsen-Gammon. Ale „na przykład zeszłego lata było o 5,2 stopnia powyżej normy, a ludzie wydawali się zauważać 5 stopni”.

Ziemia też zdawała się to zauważać. Opady deszczu, pomimo trwającej suszy, w Teksasie narastają w ostatnich dziesięcioleciach z powodu takich prawdopodobnych czynników, jak wzorce temperatury oceanu, zanieczyszczenie powietrza, a nawet samo globalne ocieplenie. Ale cieplejsza pogoda oznacza większe parowanie. Jeziora obsługujące wyschnięty basen permski już tracą więcej wody w wyniku parowania niż w wyniku użytkowania przez miejscową ludność – a Odessa, Big Spring i inne pobliskie miasta, które czerpią z tych zbiorników, mogą hipotetycznie zabraknąć wody, pomimo mokrej wiosny. Im bardziej szalone temperatury, tym bardziej suchy staje się Teksas.

Przez większość czasu Nielsen-Gammon przekazuje te ponure prognozy ludziom, którzy wypełniali audytorium w Amarillo: mężczyznom i kobietom, którzy pracują na roli i ponieśli ciężar suszy. Ale jeśli susza się utrzyma, a zmiany klimatyczne sprawią, że Teksas będzie jeszcze gorętszy, będzie częściej przemawiał do innego rodzaju publiczności: tytanów przemysłu.

Teksas od dawna jest krainą boomów i załamań, a kolejny boom przemysłowy – prawdopodobnie największy od wczesnych lat osiemdziesiątych – jest w toku, stymulowany niskimi cenami gazu ziemnego. W niedocenianym stopniu woda jest niezbędna do tego wzrostu. Elektrownie wymagają ogromnej ilości wody do chłodzenia i kondensacji pary przed zwróceniem jej do rzek. Podobnie producenci tworzyw sztucznych i rafinerie ropy naftowej. A ludzie, którzy przenoszą się do Teksasu, aby pracować w tych zakładach, również potrzebują wody, by brać prysznic i prać ubrania, a także – choć to jest chęć, a nie potrzeba – aby zachować zielone trawniki. Biorąc pod uwagę, że gospodarka stanu zorientowana na wzrost ma napędzać i wspierać prawie podwojenie populacji do 2060 roku, to ogromna ilość wody przepływa przez domy, elektrownie i fabryki. (Z kolei zużycie wody w rolnictwie obecnie spada.)

Jeśli ten wiek będzie gorętszy – a zatem suchszy – niż poprzedni, kiedy Teksas przekształcił się w tworzącą miejsca pracy potęgę, gospodarka może teoretycznie stanąć w miejscu. Okropności braku wody, jak to miało miejsce w tym roku w wiosce Spicewood Beach w środkowym Teksasie, mogą rozprzestrzenić się na większe miasta, a nawet duże zakłady przemysłowe. Woda jest piętą achillesową gospodarki Teksasu, jedyną rzeczą, która może przeciąć naszą bezgraniczną pewność, że możemy zrobić wszystko szybciej, lepiej i lepiej niż gdziekolwiek indziej. Senator stanu Leticia Van de Putte z San Antonio opowiedziała niedawno komisji senackiej niezręczną rozmowę, jaką odbyła w zeszłym roku podczas lunchu z prawodawcą z Michigan: „Miły ustawodawca z Michigan powiedział: 'Cóż, chcę, żebyś wiedział, że za dziesięć piętnaście lat, kiedy wy, Teksańczycy, wysysacie brud, bo nie macie wody, praca wróci do Michigan”.

Ustawodawca z Michigan uważał, że był zabawny, ale Van de Putte się nie śmiał, ponieważ wiedziała, że ​​w jego żartach było ziarno prawdy. Oczywiście, nawet w mało prawdopodobnym przypadku, gdyby producenci opuścili Teksas lub po prostu nie przeprowadzili się tutaj, prawdopodobnie znaleźliby bardziej atrakcyjne miejsca do odwiedzenia niż Detroit i Flint – na przykład na południowym wschodzie, gdzie prognozy klimatyczne wzywają do zwiększenia opadów. Mimo to sama myśl o poważnych niedoborach wody wstrząsnęła wszystkimi, od prawodawców po szefa sieci elektrycznej w Teksasie, który umieścił wodę na szczycie listy rzeczy, którymi się martwił. Nikt nie chce, aby Teksas stał się kolejnym Pasem Złomu, krajobrazem opuszczonych fabryk i bezrobotnych pracowników. Dzięki starannemu planowaniu, zwłaszcza przez szybko rozwijające się gminy i prywatny przemysł, Teksas powinien być w stanie uniknąć tego losu. Ale to nie będzie łatwe.

Jak najbardziej suchy El Paso, duże miasto w Teksasie, od dziesięcioleci boryka się z problemami z wodą, które inne części stanu zaczęły rozważać dopiero niedawno. Miasto leży na pustyni Chihuahua i każdego roku pada zaledwie dziesięć cali. Dzięki powrotowi w ciągu ostatnich kilku lat 1. Dywizji Pancernej z Niemiec do Fort Bliss, populacja wzrosła o dziesiątki tysięcy, zmuszając do ekspansji lokalną firmę energetyczną El Paso Electric. Jakby potęgując wyzwania, Rio Grande na krótko wyschło w maju, tymczasowo eliminując źródło, które w zeszłym roku dostarczało prawie 40 procent wody w mieście.

Jednak jeśli jakieś miasto jest przygotowane na takie wyzwania, to jest nim El Paso, a duża w tym zasługa Eda Archulety, wieloletniego szefa El Paso Water Utilities. Kiedy objął tę pracę w 1989 roku, Archuleta stanął w obliczu paradoksu: choć miasto opierało się na szybko wyczerpującej się warstwie wodonośnej, Hueco Bolson, było zachwycone zielonymi trawnikami i obfitowało w fabryki odzieży, w których prano i prano niebieskie dżinsy Wranglera i Levi's. ponownie. W 1991 roku El Paso uchwaliło rozporządzenie, które w tamtych czasach uważano za drakońskie, ale teraz wygląda proroczo: ograniczyło podlewanie na zewnątrz do trzech dni w tygodniu i zapłaciło mieszkańcom za wyrywanie trawników i zastępowanie ich kseriscapingiem. Podniósł również stawki dla użytkowników dużej ilości wody, przyznał rabaty na wodooszczędne toalety i pralki, a nawet rozdał za darmo głowice prysznicowe o niskim przepływie – coś, co zrobiło ponownie w tym roku. Ogromne zakłady przemysłowe, które zużywały ponad 100 000 galonów wody dziennie i chciały przenieść się do El Paso, musiały uzyskać specjalne pozwolenie od wodociągów.

Te środki – wirtualna cała wyżej wymieniona burta przeciwko niedoborom wody – pomogły zmniejszyć dzienne zużycie wody na mieszkańca o 30 procent w ciągu dwudziestu lat, z 200 galonów do 139 galonów. Co ciekawe, pomimo swojego rozwoju, miasto zużywa mniej wody niż dwie dekady temu. Żaden ciężki, pochłaniający wodę przemysł nie przeniósł się do miasta – „Nie chcemy kominów, że tak powiem, [które] zużywają dużo wody”, powiedział Archuleta – a fabryki odzieży wyjechały do ​​środkowego Meksyku lub Azji w poszukiwanie taniej siły roboczej. To był „dobry ruch z naszej perspektywy”, zauważył Archuleta. Ich miejsce zajęli lżejsi użytkownicy wody, tacy jak szpitale i inne placówki opieki zdrowotnej, a dziś, jak oszacował, przemysł zużywa tylko około 3 procent wody w mieście, w porównaniu z 7 procentami dwie dekady temu.

Istniejące operacje przemysłowe również zostały zachowane. Hector Puente, urzędnik w El Paso Electric, powiedział, że kilka lat temu największa elektrownia firmy drastycznie ograniczyła zużycie wody, przechodząc na technologię „zerowego odprowadzania cieczy”, co oznacza, że ​​wielokrotnie przepuszcza wodę przez elektrownię, ściskając co Ostatnia uncja użyteczności z niego. Jako kolejny środek oszczędzania, zakład wykorzystuje wodę, która nie nadaje się na początek do picia — to oczyszczone ścieki z oczyszczalni. „Zawsze byliśmy na pustyni, więc wody zawsze było mało” – powiedział Puente, dodając, że od dawna spodziewał się telefonu od reportera, który chciał wiedzieć, jak utrzymać elektrownię w ruchu podczas suszy. .

Oprócz ochrony, El Paso skoncentrowało się również na zwiększeniu zasobów wody. Podczas ostatniej podróży odwiedziłem hałaśliwą, przepastną roślinę na terenie Fort Bliss na wschodnim krańcu miasta. Tam membrany przypominające pergamin schowane wewnątrz ogromnych maszyn filtrują sole i inne minerały ze słonawych wód gruntowych. Zakład odsalania wody Kay Bailey Hutchison, zbudowany w 2007 roku kosztem 91 milionów dolarów, jest największym tego typu na świecie (nie licząc zakładów odsalania wody morskiej). W zeszłym roku dostarczyła 4 procent wody El Paso. Słone śmieci są pompowane 36 km do podnóża gór Hueco i wyrzucane w studniach o głębokości do czterech tysięcy stóp, w obszarze, w którym pracownicy od czasu do czasu zauważają wędrującego oryksa. Zwykle pracuje tylko jedna z pięciu jednostek elektrowni — ponieważ do przepchnięcia wody przez membrany potrzebna jest ogromna ilość energii, odsalanie jest bardzo kosztowne — ale w maju, gdy Rio Grande wyschło, przedsiębiorstwo wodociągowe zwiększyło produkcję. że wszystkie pięć jednostek działało. Obiekt „był zaplanowany do wzrostu, był planowany na suszę i był planowany na przerwy w świadczeniu usług” – powiedział mi Archuleta, przekrzykując zgiełk wewnątrz zakładu. „I mieliśmy wszystkie trzy”.

El Paso prowadzi również jedną z najbardziej rozległych i zaawansowanych operacji w stanie, w której odzyskana woda jest wykorzystywana do różnych celów niezdatnych do picia, takich jak podlewanie pól golfowych. Ponadto część oczyszczonych ścieków jest pompowana do warstwy wodonośnej, gdzie jest dalej oczyszczana przez naturę, a następnie powraca po chlorowaniu jako woda pitna.

Inne miasta podchodzą do sposobu myślenia El Paso. W dotkniętym suszą basenie permskim Big Spring buduje instalację, prawdopodobnie pierwszą w kraju, która będzie przetwarzać ścieki i wysyłać je bezpośrednio z powrotem do systemu pitnego, bez przepychania ich przez warstwę wodonośną. A o odsalaniu mówi się w Teksasie. San Antonio buduje elektrownię podobną do El Paso, Odessa myśli o jednej, a wszyscy, od mieszkańców jeziora w środkowym Teksasie po górników uranu (którzy marzą o szeregu wodochłonnych elektrowni jądrowych wzdłuż wybrzeża) opowiadają się za technologią , który mógłby wykorzystać ocean słonej wody — odpowiednik około 150 lat użytkowania wody w Teksasie — leżący poniżej stanu. Chociaż nie jest to powszechnie znane, większość kontynentalnych Stanów Zjednoczonych znajduje się na szczycie takich zasobów. Teksas ma wiele, po prostu dlatego, że jest tak rozległy.

El Paso nie jest idealne: nadal doświadcza przepaści bogatych i biednych w kwestiach związanych z wodą, które są powszechne w wielu miastach. Podczas gdy robienie zdjęć xeriscaping jest normą na pasach środkowych autostrad i w dzielnicach należących do klasy średniej, niektóre okazałe domy wzdłuż Rim Road z widokiem na miasto mają pokaźne trawniki – chociaż z powodu suchego klimatu i długotrwałych ograniczeń w podlewaniu są one pokryte sporą ilością brunatnych, niechlujnych łatki. Mimo to przepisy są skuteczne. Austin rozważa obecnie stałe ograniczenia, krok już podjęty przez Dallas.

Archuleta nie wydawał się pod wrażeniem. „Robimy to od dwudziestu lat!” wykrzyknął.

A za dwadzieścia kolejnych, reszta głównych miast stanu może w końcu nadrobić zaległości.

Podczas gdy gminy powoli zmagać się z tym, jak radzić sobie z malejącymi zasobami wody, dla elektrowni, rafinerii i zakładów chemicznych w całym Teksasie planowanie wody nabrało nowej pilności. W grudniu stan jeziora Limestone, który dostarcza wodę do trzech głównych elektrowni węglowych w środkowym Teksasie, spadł do poziomu nieco poniżej połowy. Rampy dla łodzi wbudowane w linię brzegową, która od tego czasu cofnęła się o około sto stóp, prowadziły donikąd. Górne gałęzie podwodnych drzew przebijały się przez taflę jeziora. Ruch prywatnych łodzi prawie się zatrzymał, a strażnicy z Zarządu Rzeki Brazos, nie mogąc dostać się do jeziora, zaczęli ciągnąć tam swoje łodzie patrolowe traktorami.

Jedną z elektrowni węglowych zależnych od jeziora jest Limestone Electric Generating Station, zarządzana przez NRG Energy z siedzibą w New Jersey. Elektrownia jest w stanie wytworzyć około 1700 megawatów energii elektrycznej, co stanowi około 2 procent mocy całej sieci elektrycznej Teksasu. Podczas suchej zimy NRG zdała sobie sprawę z przerażającego przekonania: gdyby nie padało, roślina miałaby mniej niż rok wody. Gary Mechler, dobroduszny kierownik zakładu, podsumował to uczucie jednym słowem: „Przerażające”.

Mówiąc to, Mechler zaśmiał się lekko, sygnalizując ulgę, że kryzys na razie się skończył. Był kwiecień, a on wpatrywał się w jezioro przez przednią szybę pickupa. Ulewne wiosenne deszcze napuszyły go prawie do pełna, ale ostatnie kłopoty wciąż zaprzątały mu głowę. Last Thanksgiving the nearby town of Groesbeck, which draws from a different water source, came within a few weeks of running out of water, and NRG began planning for the possibility of the same thing happening at Lake Limestone. Mechler approached the local groundwater district about drilling wells to obtain a supplementary source of water, but doing so would have provided enough for only one of the plant’s two units. The dozen or so wells would have cost millions, and NRG had to reassure the local residents that it would take care of them if their personal wells were affected.

As the heat and drought took hold last summer, NRG was also worried about some of its other operations. Its Cedar Bayou natural gas plant near Houston had plenty of water, but the weather was so dry that dust collected on the electrical insulators outside the plant, which can lead to equipment damage and even fires. The facility had to be shut down periodically on weekends to hose the equipment off. Reservoir levels at the company’s South Texas Project, a nuclear power station that draws water from the Colorado River, were also dropping, and the company began looking at a number of options, including using saltier water—which was seeping upriver from Matagorda Bay—to cool the plant on a temporary basis. (It never had to.) “Hand-to-hand combat” is how John Ragan, who heads up NRG’s Texas operations, described dealing with the problems last year, which were compounded by the fact that the power plants were working overtime to serve air conditioners that were cranking in the record heat.

These sorts of concerns now enter the calculus of opening a plant in Texas. “When you look at a billion-dollar investment and you look at the risks associated with it, all of a sudden water has jumped up there,” said Ragan. But the risks, he insisted, are manageable, through tapping brackish water, just as El Paso and San Antonio have begun to do. “We will be filing new permits probably over the next year in Texas for new [power] generation, and they will be in places where there are abundant water resources—i.e., brackish resources,” Ragan said. (The water NRG hopes to run through its new plants will not need to go through the desalination process that’s required for drinking water.)

NRG is hardly alone in reorienting its thinking about water. Last year, many industrial plants struggled as surface water supplies dwindled, only to be bailed out by the spring rains. In September Earl Shipp arrived from Michigan to take over as vice president of Dow Chemical’s Texas operations. At Dow’s Freeport facility, a petrochemical manufacturing site that is the company’s largest industrial complex in the country, he learned that levels at the complex’s two reservoirs, which are off the Brazos River, had dropped to about 50 percent. Like the South Texas Project, the facility was also dealing with saltwater issues. “We had a saltwater plume—it was over forty miles up the river, and it was threatening to shut off the intake to our upper river reservoir,” Shipp recalled.

In response, he began scrutinizing the plant’s water use, down to the tiniest details. “Normally if you have a small steam leak, you don’t think about it,” Shipp said. But this time, Dow was going to think about it. Between October and December, it fixed leaks and started using treated water from a nearby wastewater plant for relatively small jobs, like cleaning railcars and tank trucks. By the end of the year, the plant’s water use had dropped 10 percent. “We did a little bit of everything to get that 10 percent,” Shipp said.

Drought isn’t the only motivation for cutting water use. Dow also wants to grow. Recently, driven by low natural gas prices that make it cheaper to manufacture chemicals, the company announced plans for a more than $4 billion expansion at Freeport. The four new plants will be designed with air-cooling technology and other water-saving features, so they will use half as much water as the existing facility. “A 50 percent reduction—that’s huge,” Shipp said. “Remember [how] the old VW used to be air-cooled—didn’t have radiators? You can design a chemical plant that way.”

On a smaller scale, Shipp plans to continue fixing leaks and replacing the old-fashioned water-wasting air-conditioning units on hundreds of buildings. Dow’s general philosophy, he said, is that “water is a precious commodity, and we’re going to use less of it.” Even so, last year the company bought land to build a third reservoir to serve the Freeport complex.

Seventy miles down the coast at Point Comfort, a major plastics plant was also struggling with water last year. The plant, an American arm of the Taiwanese company Formosa Plastics, produces resins that are used for molding and traffic cones. Nearly three decades ago it opened a manufacturing facility on the Gulf, and last year the company was notified by the Lavaca-Navidad River Authority that its water allocations could get cut by 10 percent if Lake Texana fell to 50 percent full. When the lake hit that level, the company began looking for new resources and implementing conservation measures, like fixing leaks and recalibrating flow meters. The plant bought 250 acre-feet of water a month from Corpus Christi and also trucked in drinking water for workers in five-gallon plastic jugs, to ease the burden on the city of Point Comfort, its water supplier. “We cut back any absolutely non-necessary use of potable water here,” said plant spokesman Bill Harvey. Just after Christmas the situation worsened: lake levels fell to 40 percent, which triggered cutbacks of 20 percent. The plant arranged to buy more water from Corpus Christi, but lake levels soon rebounded when rainfall returned in earnest earlier this year.

Bullish on the future, Formosa announced in February a $1.7 billion expansion of the Point Comfort factory. The company has rights to enough water from the Lavaca- Navidad River Authority to cover the expansion, Harvey said, though he acknowledged that “if we have another long period of drought or something like that, it’s certainly going to be problematic for us.” In the meantime, the company is working to keep the conservation going: “We’re just really being careful about how we use every drop,” Harvey said.

Though the drought has spurred Texas companies and municipalities to innovate, industries say that state lawmakers need to do their part too, by helping local governments get access to water funds, encouraging conservation, and making it easier to create reservoirs. But spending money is anathema in Austin these days, and the conversation about the drought has been warped by the political overtones of climate change. Amarillo ranchers aren’t the only ones who think that Al Gore spouts nonsense Rick Perry, for one, has asserted that much climate change data has been “manipulated.”

“One of the things I think that saddens me the most is the politicization of this science,” said Katharine Hayhoe, a Canadian-born climate scientist at Texas Tech University. Like John Nielsen-Gammon, she specializes in translating scientific abstractions into language ordinary Texans can understand, even talking to religious groups about climate change as an extension of her own Christian faith. Sometimes when she speaks at a church, she gets questions like “If the world’s going to end anyway, why should we care?”

People who believe that the millennium is upon us are probably beyond persuasion, but facts and data, Hayhoe said, often bring people around to her arguments. Her husband, Andrew Farley, is an evangelical pastor. When they married, he was a climate skeptic, but over the years she has managed to change his mind. Three years ago they co-wrote a book, A Climate for Change: Global Warming Facts for Faith-Based Decisions, which was put out by the religious publisher FaithWords.

For her trouble, Hayhoe has been vilified. Last year she was derided as a “climate babe” by Rush Limbaugh, and soon after Newt Gingrich, in the heat of his futile presidential bid, publicly revoked his request that she write a chapter of his planned book on the environment. When I asked Hayhoe about this episode in a Texas Tech cafe, her ever-present smile briefly became a rueful grimace. The hate mail “goes in waves,” she said. “And there have been waves before that—that was not the first wave.” But she has learned to turn the other cheek, and last year she helped land the new, federally funded Climate Science Center at Texas Tech, which will study weather patterns in the south-central United States and help the public understand the implications of climate change.

Hayhoe has no illusions that large numbers of Texans will suddenly come around to recognizing man’s role in creating climate change. But to some degree, she believes that the issue of what is causing our hotter and sometimes drier weather is irrelevant. Texas is getting warmer, and we need to deal with it. Which shouldn’t be impossible, given that Texans have been dealing with extreme weather since the state’s founding.

“The reason why we care about climate change is not that it’s inventing these new issues, in most cases,” Hayhoe said. It simply exacerbates problems that we already have, such as West Texas’s vulnerability to drought, our depleting aquifers, and the air pollution that plagues many cities (think of all those summer ozone alerts). Over the decades, Texas, with help from the federal government, which has funded megaprojects like dams, has dealt with many of these challenges and turned itself into the nation’s economic juggernaut. But that success has bred its own challenges, in the form of a booming population and a booming economy that put tremendous demands on our water supplies. If the next one hundred years are going to be as successful as the past one hundred, Texas will have to figure out how to deal with a state that’s getting bigger, hotter, and drier all at once.


Texas town closes the toilet-to-tap loop: Is this our future water supply?

Lots of us would probably rather not think too hard about where our drinking water has been. For instance, much of Houston’s water comes from the Trinity River, some of which is treated sewage effluent from Dallas and Fort Worth.

But almost no one has taken the step of connecting sewage pipes directly to the drinking water supply. Do teraz.

With about 27,000 people, Big Spring is a decent-sized town for West Texas. It’s got a Walmart and a four-screen movie house.

Latest Stories on Marketplace

But there’s no actual spring anymore. That dried up almost 90 years ago— around the same time that oil was discovered in West Texas.

It’s dry here. But so is a lot of the state–and drought has slammed wide swaths of Texas in recent years. So why is Big Spring the site of this experiment in what experts call “direct potable reuse”? Here’s one clue: In terms of customer satisfaction, the local water supply didn’t have a lot to lose.

“Nobody drinks the water here,” says Mary Jo Atkerson, proprietor of Big Spring Welding Supply. “Nobody drinks it out of the faucet.”

“Hell no! We don’t do that,” says Terry Sanders, age 54. “I’ll bathe in it, but I won’t drink it. It’s too hard— it’s— it’s nasty.”

“It’s well-complained-about, that’s for sure,” says Chanel Castillo, age 20.

For years, people here in Big Spring have relied on filtered water. Many, like Atkerson, have filter systems in their homes.

Like many others, Sanders and Castillo buy water retail. In their case, an early-December morning finds them filling jugs with filtered water at the Water Shoppe for 20 cents a gallon, using a self-serve machine on one side of the building.

On another side, Crystal Lopez’s family serves a steady stream of drive-through customers.

“Cars come through, and we’ll fill up their jugs and send them on their way,” says Lopez. Her younger sister, Emily Key, and their mother, Anastasia Key, handle everything from five-gallon containers that would be at home atop an office water-cooler to one-gallon jugs that recently contained milk and orange juice.

Last year, the city water that Big Spring residents avoid started to include treated sewage effluent.

The treatment, at a brand-new, $14 million “raw water production facility,” is extensive. Water arrives there after initial treatment at Big Spring’s old sewage treatment plant.

The new facility treats that water with a heavy-duty filtration called reverse osmosis— the same process used by the Water Shoppe— plus two stages of disinfection and multiple stages of testing. Any water failing to meet the tests gets sent back to the town’s sewage treatment plant to start the process again.

Water that passes the test is drinkable, and arguably of higher quality than the water pulled out of nearby reservoirs. However, before getting piped back to the homes and businesses of Big Spring, the “raw” water gets blended with reservoir water and the blend gets a final round of treatment in the town’s old drinking-water treatment plant.

John Grant, general manager of the Colorado River Municipal Water District, is the new system’s architect.

And yes, he drinks filtered water at home too. “We’re not blessed, in West Texas, with really good-quality water,” he says. “It’s got a lot of salt in it. I mean, that’s all we got.”

It’s like the old joke about the bad restaurant: The food is terrible. Yes, and such small portions.

Big Spring gets fewer than 20 inches of rain a year. And the air is so dry, water evaporates from the reservoir at three times that rate. “So we pretty much start out in the hole already,” says Mr. Grant.

That strucural water deficit— the enormous gap between rainfall and evaporation— is why Big Spring has to pipe its sewage— albeit its rigorously-treated sewage—directly to the main waterworks.

Sending it to the reservoir, by way of the creek, would be more traditional. And it wouldn’t work.

“If we put that water in the creek, it would evaporate,” says Grant. “We’re actually creating more water.”

Grant’s system recovers 2 million gallons a day— about 40 percent of what the town consumes. The system actually reclaims a much higher percentage of the water it receives— 80 percent— but about half of the town’s water consumption never reaches the sewer system. That’s the water for watering lawns, washing cars and other outdoor uses.

Grant started planning this system more than 10 years ago, before the recent years of super-drought, which made it appear more urgent. The nearest reservoir to Big Spring is currently 1.4 percent full .

And it’s not the lowest in the state. Because of the drought, Texas voters recently approved $6 billion in new water projects.

The current five-year plan doesn’t include much potable re-use. But when that plan was created, Big Spring wasn’t online yet. No one had gone first.

“It takes somebody—some local entity—brave enough to try it out,” says Robert Mace, of the Texas Water Development Board. “Then everyone else is looking over their shoulder. And then once they see it works: Boom. Off everyone goes.”

Already, three more places in Texas are actively exploring potable re-use projects: The town of Brownwood , the city of Wichita Falls, and the much bigger city of El Paso, with more than 600,000 people.

However, getting their citizens on board could be a tough sell.

In Big Spring– where no one seems to drink the water– the re-use project appears to have flown under some people’s radar. About half the people I talked with there had never heard of it.

That included Crystal Lopez, at the Water Shoppe. Here’s how she responded when I told her about it:

“Really,” she said. “I didn’t know that, that’s gross. That is gross. Wow.”

I explained how good the filtering was— the same filtering process she uses in her shop– plus the decontamination, the testing.

And the fact that lots of cities take their water from rivers that some other town has dumped sewage in.

“I don’t know,” she said. “That’s— it’s disgusting. I can’t think of another word.”

Stories You Might Like

San Diego taps a bottomless well: the Pacific Ocean

Small community is one of many grappling with big water problems

Study finds that fracking contaminated a water supply

For Texas small businesses, the storm’s yet another trial

For our future, someone has to think about dirt

EPA’s late changes to fracking study downplay risk of drinking water pollution

We’re here to help you navigate this changed world and economy.

Our mission at Marketplace is to raise the economic intelligence of the country. It’s a tough task, but it’s never been more important.

In the past year, we’ve seen record unemployment, stimulus bills, and reddit users influencing the stock market. Marketplace helps you understand it all, will fact-based, approachable, and unbiased reporting.


Turning sewage into drinking water gains appeal as drought lingers

It's a technology with the potential to ease California's colossal thirst and insulate millions from the parched whims of Mother Nature, experts say.

But there's just one problem — the "yuck factor."

As a fourth year of drought continues to drain aquifers and reservoirs, California water managers and environmentalists are urging adoption of a polarizing water recycling policy known as direct potable reuse.

Unlike nonpotable reuse — in which treated sewage is used to irrigate crops, parks or golf courses — direct potable reuse takes treated sewage effluent and purifies it so it can be used as drinking water.

It's a concept that might cause some consumers to wince, but it has been used for decades in Windhoek, Namibia — where evaporation rates exceed annual rainfall — and more recently in drought-stricken Texas cities, including Big Spring and Wichita Falls.

In California, however, similar plans have run into heavy opposition.

Los Angeles opponents coined the derisive phrase "toilet to tap" in 2000 before torpedoing a plan to filter purified sewage water into an underground reservoir — a technique called indirect potable reuse.

In 1994, a San Diego editorial cartoonist framed debate over a similar proposal by drawing a dog drinking from a toilet bowl while a man ordered the canine to "Move over. "

Despite those defeats, proponents say the time has finally arrived for Californians to accept direct potable reuse as a partial solution to their growing water insecurity. With Gov. Jerry Brown ordering an unprecedented 25% cut in urban water usage because of drought, the solution makes particular sense for large coastal cities such as Los Angeles, they say.

Instead of flushing hundreds of billions of gallons of treated sewage into the Pacific Ocean each year, as they do now, coastal cites can capture that effluent, clean it and convert it to drinking water.

"That water is discharged into the ocean and lost forever," said Tim Quinn, executive director of the Assn. of California Water Agencies. "Yet it's probably the single largest source of water supply for California over the next quarter-century."

The advocates' hunch that severe drought has changed long-held attitudes on potable reuse may be on the mark.

Recently, a leader in the effort to stop the Los Angeles project more than a decade ago said he still opposed it but might consider a new plan if officials made a solid case for it. He said one of the reasons he opposed the original plan was that "incompetent" officials failed to explain their rationale to residents in the first place.

"You know, toilet to tap might be the only answer at this point," said Van Nuys activist Donald Schultz. "I don't support it, but we're running out of options. In fact, we may have already run out of options."

To be sure, it will be years, or even a decade, before direct potable reuse systems begin operation in California — if ever.

One reason for this is that there is no regulatory framework for the approval of such a system. Currently, a panel of experts is preparing a report to the Legislature on the feasibility of creating such rules. That report is due in 2016.

Potable reuse advocates insist the public's distaste for the concept is based on ignorance. They note that more than 200 wastewater treatment plants already discharge effluent into the Colorado River, which is a primary source of drinking water for Southern California.

"That's what I call de facto potable reuse," said George Tchobanoglous, a water treatment expert and professor emeritus at UC Davis.

In an economic analysis last year, Tchobanoglous estimated that by 2020, potable reuse could yield up to 1.1 million acre-feet of water annually — somewhat less than the 1.3 million acre-feet of water the governor hopes to save through mandatory reductions, and enough to supply 8 million Californians, or one-fifth of the state's projected population.

In potable reuse systems, effluent from a wastewater treatment plant is sent to an advanced treatment facility, where it undergoes a three-step purification process.

First, the water is passed through a microfilter that blocks particles, protozoans or bacteria that are larger than 1/300 t h the thickness of a human hair. Next, it undergoes even finer filtration in the form of reverse osmosis, in which water is forced through a membrane that blocks fertilizers, pharmaceuticals, viruses and salts. In the third step, ultraviolet light and hydrogen peroxide are used to break down any pathogens or organic compounds that escaped the first two steps.

The result is a purified substance that is cleaner than most bottled waters, according to WateReuse California, a group that advocates for water reuse and desalination. However, it is still sent to a traditional water treatment plant, where it is blended with other sources of water, processed and pumped to household taps.

In an indirect potable reuse system, the water is placed in an "environmental buffer," such as an underground aquifer or surface water reservoir, where it is stored for a period of time before getting processed in a traditional water treatment plant. It is this type of system that was defeated in Los Angeles.

Although potable reuse advocates say opposition is often driven by a visceral response to the process, the so-called yuck factor, those who opposed the Los Angeles project said recently that they did so for a variety of reasons, including cost and the potential long-term effects of the trace quantities of drug compounds, hormones and personal care products found in wastewater and surface water.

"Personally I would not drink water that has been recycled through the toilet to tap process," said Steven Oppenheimer, a biology professor at Cal State Northridge. However, Oppenheimer said he would use such water for irrigation, and even household cleaning and bathing.

The presence of so-called contaminants of emerging concern may prove to be one of the main barriers to direct potable reuse. Because of limited scientific knowledge, these compounds are unregulated, meaning that there are no government-prescribed methods for monitoring or removing them.

Tchobanoglous and others insist these substances exist in such small quantities that they don't pose a significant issue.

To some, the contaminant issue argues in favor of using indirect potable reuse systems.

Such a system has been operating since 2008 in Orange County, where purified water is pumped into an aquifer and held for six months before being used as drinking water. Also, after its first failed attempt at establishing an indirect potable reuse system, San Diego approved a second demonstration project years later. It recently won approval to store treated water in an open reservoir as part of a pilot program.

Allison Chan, an environmental engineer who has studied the issue of why some potable reuse projects succeeded while others failed, said that an active public outreach campaign, as well as a crucial need for water, were key factors in projects that won approval.

Chan said that although education and outreach generally increased support for potable reuse programs, it also had the effect of hardening perceptions. In other words, supporters became even more supportive, while opponents became even more opposed.


Turning sewage into drinking water gains appeal as drought lingers

It's a technology with the potential to ease California's colossal thirst and insulate millions from the parched whims of Mother Nature, experts say.

But there's just one problem — the "yuck factor."

As a fourth year of drought continues to drain aquifers and reservoirs, California water managers and environmentalists are urging adoption of a polarizing water recycling policy known as direct potable reuse.

Unlike nonpotable reuse — in which treated sewage is used to irrigate crops, parks or golf courses — direct potable reuse takes treated sewage effluent and purifies it so it can be used as drinking water.

It's a concept that might cause some consumers to wince, but it has been used for decades in Windhoek, Namibia — where evaporation rates exceed annual rainfall — and more recently in drought-stricken Texas cities, including Big Spring and Wichita Falls.

In California, however, similar plans have run into heavy opposition.

Los Angeles opponents coined the derisive phrase "toilet to tap" in 2000 before torpedoing a plan to filter purified sewage water into an underground reservoir — a technique called indirect potable reuse.

In 1994, a San Diego editorial cartoonist framed debate over a similar proposal by drawing a dog drinking from a toilet bowl while a man ordered the canine to "Move over. "

Despite those defeats, proponents say the time has finally arrived for Californians to accept direct potable reuse as a partial solution to their growing water insecurity. With Gov. Jerry Brown ordering an unprecedented 25% cut in urban water usage because of drought, the solution makes particular sense for large coastal cities such as Los Angeles, they say.

Instead of flushing hundreds of billions of gallons of treated sewage into the Pacific Ocean each year, as they do now, coastal cites can capture that effluent, clean it and convert it to drinking water.

"That water is discharged into the ocean and lost forever," said Tim Quinn, executive director of the Assn. of California Water Agencies. "Yet it's probably the single largest source of water supply for California over the next quarter-century."

The advocates' hunch that severe drought has changed long-held attitudes on potable reuse may be on the mark.

Recently, a leader in the effort to stop the Los Angeles project more than a decade ago said he still opposed it but might consider a new plan if officials made a solid case for it. He said one of the reasons he opposed the original plan was that "incompetent" officials failed to explain their rationale to residents in the first place.

"You know, toilet to tap might be the only answer at this point," said Van Nuys activist Donald Schultz. "I don't support it, but we're running out of options. In fact, we may have already run out of options."

To be sure, it will be years, or even a decade, before direct potable reuse systems begin operation in California — if ever.

One reason for this is that there is no regulatory framework for the approval of such a system. Currently, a panel of experts is preparing a report to the Legislature on the feasibility of creating such rules. That report is due in 2016.

Potable reuse advocates insist the public's distaste for the concept is based on ignorance. They note that more than 200 wastewater treatment plants already discharge effluent into the Colorado River, which is a primary source of drinking water for Southern California.

"That's what I call de facto potable reuse," said George Tchobanoglous, a water treatment expert and professor emeritus at UC Davis.

In an economic analysis last year, Tchobanoglous estimated that by 2020, potable reuse could yield up to 1.1 million acre-feet of water annually — somewhat less than the 1.3 million acre-feet of water the governor hopes to save through mandatory reductions, and enough to supply 8 million Californians, or one-fifth of the state's projected population.

In potable reuse systems, effluent from a wastewater treatment plant is sent to an advanced treatment facility, where it undergoes a three-step purification process.

First, the water is passed through a microfilter that blocks particles, protozoans or bacteria that are larger than 1/300 t h the thickness of a human hair. Next, it undergoes even finer filtration in the form of reverse osmosis, in which water is forced through a membrane that blocks fertilizers, pharmaceuticals, viruses and salts. In the third step, ultraviolet light and hydrogen peroxide are used to break down any pathogens or organic compounds that escaped the first two steps.

The result is a purified substance that is cleaner than most bottled waters, according to WateReuse California, a group that advocates for water reuse and desalination. However, it is still sent to a traditional water treatment plant, where it is blended with other sources of water, processed and pumped to household taps.

In an indirect potable reuse system, the water is placed in an "environmental buffer," such as an underground aquifer or surface water reservoir, where it is stored for a period of time before getting processed in a traditional water treatment plant. It is this type of system that was defeated in Los Angeles.

Although potable reuse advocates say opposition is often driven by a visceral response to the process, the so-called yuck factor, those who opposed the Los Angeles project said recently that they did so for a variety of reasons, including cost and the potential long-term effects of the trace quantities of drug compounds, hormones and personal care products found in wastewater and surface water.

"Personally I would not drink water that has been recycled through the toilet to tap process," said Steven Oppenheimer, a biology professor at Cal State Northridge. However, Oppenheimer said he would use such water for irrigation, and even household cleaning and bathing.

The presence of so-called contaminants of emerging concern may prove to be one of the main barriers to direct potable reuse. Because of limited scientific knowledge, these compounds are unregulated, meaning that there are no government-prescribed methods for monitoring or removing them.

Tchobanoglous and others insist these substances exist in such small quantities that they don't pose a significant issue.

To some, the contaminant issue argues in favor of using indirect potable reuse systems.

Such a system has been operating since 2008 in Orange County, where purified water is pumped into an aquifer and held for six months before being used as drinking water. Also, after its first failed attempt at establishing an indirect potable reuse system, San Diego approved a second demonstration project years later. It recently won approval to store treated water in an open reservoir as part of a pilot program.

Allison Chan, an environmental engineer who has studied the issue of why some potable reuse projects succeeded while others failed, said that an active public outreach campaign, as well as a crucial need for water, were key factors in projects that won approval.

Chan said that although education and outreach generally increased support for potable reuse programs, it also had the effect of hardening perceptions. In other words, supporters became even more supportive, while opponents became even more opposed.

Said Chan: "This just goes to show how the yuck factor can stick with some people."


Contending With Water Scarcity

South Africa contends with its own choices amid much tougher economic and environmental conditions. Temperatures are increasing steadily across the country, say residents, as rainfall patterns change and water grows scarcer. Farm productivity is declining along with moisture levels. An ambitious project to build two of the world’s largest coal-fired power plants has come under fierce opposition from residents in two provinces due to competition for water to operate the new stations. The drought is drying up municipal water supplies.

Municipalities in KwaZulu-Natal province — about midway between Johannesburg and Durban in the country’s eastern region — have gone without water since October. Water authorities at the Zululand District Municipality, the regional government that manages the water supply for 960,000 residents in and around five cities in the province, said the reservoirs in three cities are exhausted and that, without rain, the water supply for a fourth community will dry up by the end of the month. The district is operating 61 water trucks that haul water to central depots for household use.

“It’s a terrible situation,” Stefan Landman, Head of Department Planning for the district, told Circle of Blue. “We have not experienced anything like this in my time. Things are changing. We’re just not getting the rain.”

South Africa anticipated some of its water stresses early in the new democracy. Just after the turn of the century, senior leaders decided to develop water-skimping wind and solar power. Global financial institutions have since invested billions of dollars. Three big solar plants, for example, have opened since 2014 in Northern Cape province’s solar corridor, with the capacity to generate 250 megawatts. SolarReserve, an American energy developer that built two of the plants, is scheduled to start construction in February on one of the most advanced solar plants in the world, a $US 750 million, 100-megawatt concentrated solar generating station. Similar progress is being made with wind power. Six wind farms operate in South Africa and generate over 500 megawatts of capacity.

The national goal is to build 10,000 megawatts of renewable electrical generating capacity by 2020, which would amount to nearly 20 percent of total generating capacity, according to South African government projections. Kevin Smith, SolarReserve’s chief executive, told Circle of Blue that South Africa’s renewable development program is “one of the best in the world.”


Water Conservation Summary

In 1990, 30 states in the US reported ‘water-stress’ conditions. In 2000, the number of states reporting water-stress rose to 40. In 2009, the number rose to 45. There is a worsening trend in water supply nationwide. Taking measures at home to conserve water not only saves you money, it also is of benefit to the greater community.

Saving water at home does not require any significant cost outlay. Although there are water-saving appliances and water conservation systems such as rain barrels, drip irrigation and on-demand water heaters which are more expensive, the bulk of water saving methods can be achieved at little cost.

By using water-saving features you can reduce your in-home water use by 35%. This means the average household, which uses 130,000 gallons per year, could save 44,00 gallons of water per year.

For example, 75% of water used indoors is in the bathroom, and 25% of this is for the toilet. The average toilet uses 4 gallons per flush (gpf). You can invest in a ULF (ultra-low flush) toilet which will use only 2 gpf. But you can also install a simple tank bank, costing about $2, which will save .8 gpf. This saves 40% of what you would save with the ULF toilet. Using simple methods like tank banks, low-flow showerheads and faucet aerators you can retrofit your home for under$50.

By using water-saving features you can reduce your in-home water use by 35%. This means the average household, which uses 130,000 gallons per year, could save 44,00 gallons of water per year. On a daily basis, the average household, using 350 gallons per day, could save 125 gallons of water per day. The average individual, currently using 70 gallons per day, could save 25 gallons of water per day.

When buying low-flow aerators, be sure to read the label for the actual ‘gpm’ (gallons per minute) rating. Often, the big box retailers promote “low-flow” which are rated at 2.5 gpm, which is at the top of the low-flow spectrum. This may be needed for the kitchen sink, but we find that a 1.5 gpm aerator works fine for the bathroom sink and most water outlets, delivering the same spray force in a comfortable, soft stream. Eartheasy’s online store carries a full range of low-flow aerators and showerheads.

Finally, it should be noted that installing low-flow aerators, showerheads, tank banks and other water-saving devices usually is a very simple operation which can be done by the homeowner and does not even require the use of tools. Water conservation at home is one of the easiest measures to put in place, and saving water should become part of everyday family practice.


Obejrzyj wideo: #29 Jak jest w TEKSASIE? + 2kg darmowe steki Cadillac Ranch, Big Texan (Może 2022).